A A A

Berlin uprawia fundacyjną „Ostpolitik”

 

Grace Wood

WSWO 27/12/2011

 

W Naszym Dzienniku Nr 293 z dnia 17 grudnia 2011 roku wytrawny publicysta Piotr Bączek dokonał wnikliwej analizy jak skutecznie w Polsce od 20 lat prowadzą działalność na rzecz własnego rządu niemieckie organizacje pozarządowe. Wydawałoby się, że nie ma w tym nic złego – wręcz przeciwnie. Jednak z analizy tej wynikają twarde fakty, że finansowe dobro które tafia do Polski na różnego rodzaju projekty kulturalne, społeczne, edukacyjne trafia do ściśle określonych grup politycznych i partyjnych. Obecnie jest to ekipa liberałów z Donaldem Tuskiem na czele.

 

Piotr Bączek pisze wprost „Niemieckie fundacje polityczne są ściśle powiązane z poszczególnymi partiami: Fundacja Konrada Adenauera z CDU, Fundacja Friedricha Eberta z SPD, Fundacja Friedricha Naumanna z FDP, Fundacja Hansa Seidela z CSU, Fundacja Heinricha Bölla z Partią Sojusz ´90 - Zieloni, Fundacja Róży Luxemburg z PDS.Fundacje polityczne posiadają olbrzymie fundusze na działalność. W latach 90. budżet Fundacji Adenauera wynosił ponad 220 milionów marek, z tego ok. 50 proc. przeznaczano na projekty w krajach Europy Środkowo-Wschodniej oraz Ameryki Południowej i Łacińskiej. W 2009 r. wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Waldy Dzikowski przyznał, że fundacje niemieckich partii prowadzą w Polsce większą działalność intelektualną w dziedzinie polityki niż wszystkie polskie partie razem wzięte: "Fundacja Adenauera ma rocznie 100-200 milionów euro na ekspertyzy, kongresy, wydawanie książek". Pieniądze na działalność pochodzą bezpośrednio z budżetu Bundestagu (ok. 95 proc.), czyli budżetu państwa. Wysokość dotacji określa liczba miejsc w Bundestagu przypadająca na poszczególne partie. Fundacje posiadają również wpływy m.in. ze składek, darów. W programach głoszą, że dążą do krzewienia edukacji politycznej, demokracji, wolności, gospodarki rynkowej, wymiany młodzieży, porozumienia i współpracy pomiędzy narodami. Organizują konferencje, seminaria, wykłady, spotkania polityków i ekspertów, wydają publikacje. Fundacje prawicowe odwołują się do tradycji chrześcijańskich, a lewicowe deklarują np. "zapobieganie przemocy wobec mniejszości seksualnych". Wszystkie fundacje, niezależnie od opcji politycznej, opowiadają się za integracją europejską, sugerując Niemcy jako centrum tej wspólnoty.Oprócz fundacji politycznych działają również fundacje wielkich korporacji przemysłowych, np. Fundacja Roberta Boscha (w latach 1964-2009 wydała na projekty prawie 964 mln euro, a w 2009 r. blisko 64 mln euro) lub Fundacja Volkswagena. Fundacja Boscha prowadziła program stypendialny dla młodych kadr kierowniczych z Europy Środkowej. Niemieckie fundacje formalnie prowadzą w Polsce działalność ogólnospołeczną i przyznają dotacje na różne programy. Jednak w praktyce z ofert fundacji niemieckich korzystają określone środowiska. Najjaskrawiej widać to na przykładzie Fundacji Konrada Adenauera, która wprawdzie wspiera chrześcijańskie ośrodki naukowe i charytatywne, ale również środowiska polityczne. Jej najważniejszym partnerem politycznym stała się Platforma Obywatelska, chociaż partia ta niewiele miała wspólnego z chadecją, a w Polsce istniało bardzo dużo autentycznych organizacji chrześcijańsko-demokratycznych.

 

W takim razie o co tak naprawdę chodzi? Trzeba być ślepym żeby nie widzieć, że po prostu o interes państwa niemieckiego, interes w szerokim zakresie – politycznym, ekonomicznym i trudno się temu dziwić.

 

I dalej autor powołuje się na źródła: „Przeglądając serwis informacyjny Fundacji Adenauera (FA), można odnieść wrażenie, że jest to kronika kontaktów zagranicznych Platformy Obywatelskiej. Politycy partii Donalda Tuska, jej doradcy i ministrowie nieustannie pojawiają się na konferencjach, sympozjach, imprezach, spotkaniach towarzyskich organizowanych przez FA”. Wymienia wiele konkretnych wizyt, spotkań, przyjęć w których uczestniczą ministrowie i urzędnicy szczebla rządowego desygnowani przez Platformę Obywatelską.

 

W takim razie pytamy co dla Polski dobrego z tych spotkań wyniknęło dotychczas? 
A no to, że mamy rosyjsko-niemiecką rurę gazową na dnie Bałtyku, która w przyszłości może ograniczyć dostęp wielkotowarowych statków do naszych portów i uniemożliwić np. dostawy gazu do gazo portu w Gdańsku. Zapewne też nie było na tych spotkaniach rozmów w sprawie wynegocjowania takich samych stawek za gaz z Rosji jakie mają Niemcy. I trudno się doszukać aby cokolwiek dla nas z tej działalności wynikało. A jednak może wynika, tylko nie dla Polski, ani większości Polaków tylko dla grupy która się nazywa Platforma Obywatelska.

 

Dalej w tym samym artykule Piotr Bączek pisze o wyborczym wsparciu dla PO:

„W (…) konferencji "Europa - Kościół" wzięli udział m.in. Tadeusz Mazowiecki i europosłowie PO: Filip Kaczmarek, Jan Olbrycht, Róża Thun oraz prezydent Bronisław Komorowski. Obecny prezydent jest zresztą ulubieńcem FA. Po pierwszej turze wyborów prezydenckich przewodniczący FA Hans-Gert Pöttering w wypowiedzi dla "Rzeczpospolitej" nie krył sympatii politycznych i opowiedział się po stronie kandydata PO: "Cieszę się, że prowadzi Bronisław Komorowski. Spotkałem go wiele razy, nadal jesteśmy w kontakcie (…) Jego kontrkandydata poznałem, gdy był premierem. Darzę go szacunkiem. Ale oczywiście Komorowski, który należy do naszej rodziny politycznej Europejskiej Partii Ludowej, jest mi bliższy (..) Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego nad jego narodowo-konserwatywnym konkurentem Jarosławem Kaczyńskim dało ostateczny koniec politycznemu projektowi "IV RP(…)Powyższe komentarze i analizy FA, zwłaszcza przed rozstrzygnięciem wyborów prezydenckich, sprawiają, że trudno uznać tę fundację za bezstronną i krzewiącą tylko idee chrześcijańskiej demokracji. Trzeba sobie uzmysłowić, że Fundacja Adenauera, dysponująca potężnym budżetem, wsparciem Berlina i promująca wybrane środowiska, stała się bardzo ważnym graczem na polskiej scenie politycznej – stwierdza autor artykułu”.

 

Wyobraźmy sobie, gdyby to za rządów Jarosława Kaczyńskiego w którymś z krajów sąsiedzkich odbywała się taka hucpa za pośrednictwem organizacji pozarządowych, mających w swoich statutach hasło apolityczności, jakie moglibyśmy przeczytać komentarze. Wcale nie musimy się zastanawiać wystarczy sobie przypomnieć nagonkę na Prawo i Sprawiedliwość, na Jarosława Kaczyńskiego właśnie za to, czego teraz nie robi rząd Tuska – za dbałość o sprawy polskie. Tylko czy można za o mieć pretensję do Niemców że o swoje sprawy dbają?

 

W cytowanym tu artykule P. Bączek stwierdza wprost że fundacje udzielają w Polsce pomocy wielu elitarnym ośrodkom kształtującym opinię publiczną. Przytacza wypowiedź profesora Mariusza Muszyńskiego, który swego czasu stwierdził że poprzez fundacje Niemcy budują w Polsce swoją strefę wpływów: "Z punktu widzenia Niemiec to dobrze robiona polityka" – stwierdza w tej wypowiedzi profesor.