A A A

Efekt „strażników rządowego porządku”

 

Grace Wood

WSWO 2/09/2011

 

Dziennik –  „Gazeta Polska Codziennie” – taki  tytuł nowej codziennej „Gazety Polskiej,” której powołanie bez wątpienia wywołał głód niezależnych, wolnych mediów w Polsce. Ten głód,  jak na ironię w XXXI Rocznicę „Solidarności” spotęgował się do niepoliczalnych rozmiarów. Katastrofa smoleńska uwidoczniła jak na dłoni, że media państwowe są na uwięzi „strażników rządowego porządku”, a prywatne od początku pilnują zdobyczy „okrągłego stołu” i „grubej kreski,” gdyż same są tworami tego układu – w Polsce. W publikacjach na naszym portalu dziennikarze wielokrotnie wyjaśniali, że układ „okrągłego stołu” i „grubej kreski” to porozumienie, w którym niewielka grupa wewnątrz „Solidarności” dogadała się z dawnym reżimem komunistycznym sprawującym w Polsce władzę przez 50 lat pod dyktando sowieckiej Rosji. Na podstawie tych układów do dziś nie osądzono zbrodni komunistycznych, ani twórców stanu wojennego i strzelania do strajkujących robotników.

 

Zapowiedź  pierwszego numeru dziennika, codziennej gazety - „Gazeta Polska Codziennie” na 9 września br., gazety wywodzącej się ze znanego tygodnika, który w Polsce jest ewenementem, za którym stoi 245 ośrodków w miastach i miejscowościach, gdzie znajdują się Kluby „Gazety Polskiej,” w tym 19 poza granicami kraju – między innymi w Kanadzie, Anglii, Austrii, USA, Australii, Irlandii, Niemczech, Holandii. Kluby skupiają czytelników i sympatyków gazety, budujących te struktury od 1995 roku – niemal od początków powstania „Gazety Polskiej,” w czasach posolidarnościowych. Zapowiedź ta wywołała wściekłość wśród lewacko-liberalnych kręgów, a entuzjazm pośród „Ulicy” – jak nazywa przyszłych czytelników nowego dziennika Piotr Lisiewicz, dziennikarz Gazety Polskiej. A określenia  „Ulica” używa tu w jak najpozytywniejszym znaczeniu, odwołując się bezpośrednio do chlubnych, historycznych korzeni przedwojennej nazwy i linii programowej gazety – pisze:

 

-  „Gazeta Polska. Pismo codzienne” – tak nazywał się dziennik piłsudczyków. Oglądam numer z 25 października 1930 r. Na okładce Marszałek Piłsudski mówi o „wychodkach partyjnych, rozzuchwalających się stale w nadużyciach”. Zapytany niegdyś o program swojego przyszłego ugrupowania, odpowiedział: „Najprostszy z możliwych. Bić k...y i złodziei, mości hrabio”. Oto linia programowa „Gazety Polskiej Codziennie”! – zapowiada Lisiewicz [Gazeta Polska Nr 35, 31/08/2011]


Radykalne Credo, ale jak uczy historia niezwykle skuteczne. To w 20-leciu międzywojennym Polska Marszałka Piłsudskiego była w stanie zbudować miasto portowe Gdynię i skutecznie odeprzeć 1920 r. sowiecką armię czerwoną, ratując skórę zachodniej Europy przed czerwoną zarazą. Europa powinna pamiętać ówczesne hasło bojowe armii sowieckiej: „Naprzód na zachód - przez trupa Polski do serca Europy!” Czytelnicy tygodnika „Gazeta Polska” to ci co credo nowej gazety akceptują i wcale nie jest ich mało. Redaktor Lisiewicz zapowiadając 31 sierpnia 2011 roku codzienną gazetę pisze:

 

- „Tygodnik „Gazeta Polska” jest gazetą obozu niepodległościowego, antykomunistycznego, kontestującego rządy posowieckiej oligarchii. Dziennik zakładamy dlatego, że uważamy – inaczej niż inne redakcje – iż naturalnym sojusznikiem tego obozu jest Ulica. Dlaczego?  Ulica to ludzie, którym sitwy rodem z minionego systemu nie dały zbyt wiele życiowych szans. Ulica nie ufa władzy i jej mediom. Ulica nie wyśmiewa się też z polskich tradycji patriotycznych. Dla Ulicy tytuł „Gazeta Polska” nie kojarzy się ksenofobicznie. Przed wojną nie kojarzył się tak również polskim elitom. Do „Gazety Polskiej” pisali Witkacy, poeta Kazimierz Wierzyński czy satyryk Ryszard Kiersnowski. Ten ostatni z legitymacją „Gazety Polskiej” przyłapany został przez wkraczającą do Polski sowiecką swołocz. Wtedy usłyszał:  „Bardzo się cieszę, że mogę poznać pana redaktora z faszystowskiej gazety” – usłyszał te słowa od żołdaka, który kazał go rozstrzelać. Ocalał cudem. Gdy zmarł na emigracji, władze PRL nie pozwoliły nawet wydrukować jego nekrologu.” Dalej Piotr Lisiewicz pisze:

 

„Ostatnie miesiące pokazały, że Polska Ulica ma swoich liderów – są nimi kibice piłkarscy, którzy głośno mówią, że nie wierzą kłamstwom prorządowych mediów. Jadąc do Moskwy z transparentem o Smoleńsku, pokazali, że są w Polsce ludzie, dla których honor nie jest – jak dla pseudoelit – przestarzałym rekwizytem.” I dalej stwierdza:

 

- „Polskie elity dziennikarskie odizolowały się od ludzi. Myślę, że wśród zapracowanych Polaków jest wielu, którym nie wystarcza formuła tabloidu. Owszem, chcieliby czytać coś pisanego bez wymądrzania, na luzie. Ale niekoniecznie szukają taniej sensacji, która żeruje na ludzkich nieszczęściach. „Dla jednych sensacja, dla drugich tragedia – na cudzym nieszczęściu żerują media” – głosi kibicowskie hasło. Myślę, że ten typ skandalu charakterystyczny dla tabloidów śmiało może na naszych łamach zastąpić poczucie humoru w stylu Wiecha. Zapewne „warszawka” wzruszy na takie słowa ramionami: przecież wiadomo, że motłoch chce tylko sensacji.

 

My myślimy inaczej. Bo nie żyjemy w zamkniętej enklawie dobrobytu „warszawki”. Bez taniej demagogii – zwyczajnie bliżej nam do zwykłych ludzi mentalnością niż nieporównywalnie lepiej zarabiającym dziennikarzom TVN ITI czy „Gazety Wyborczej”.

 

Polskie elity dziennikarskie odizolowały się od ludzi. Przed wojną największym polskim dziennikiem był „kultowy” w pokoleniu naszych dziadków, wydawany w Krakowie „Ikac”, czyli Ilustrowany Kurier Codzienny. Czytali go i zwykli ludzie, i inteligenci.”

 

Tak się przedstawiła „Gazeta Polska Codziennie” piórem jednego z nie przeciętnych dziennikarzy – Piotra Lisiewicza, przyszłego szefa działu „Opinie.” W liście do naszego portalu zwolennik tej gazety pisze:

 

- „Przemilczanie, manipulacja i tendencyjność większości mediów w przedstawianiu faktów musiała doprowadzić do ogromnego napięcia i presji społecznej, wyrażanej publicznie na wszelkiego rodzaju manifestacjach i przy każdej okazji większego zgromadzenia ludzi. Przykładem są comiesięczne marsze pamięci pod krzyże katyńskie niemal w każdym mieście, czy zgromadzenia sportowe na stadionach podczas meczów piłkarskich, czy zawodów żużlowych. I bynajmniej nie spotykają się tam organizacje partyjne, tylko zwykli ludzie – kibice sportowi. My zwykli ludzie nie możemy usłyszeć i zobaczyć w mediach szczególnie w TV prawdziwych wydarzeń z codziennego życia, dlatego cieszymy się że będzie nasza codzienna gazeta.”

 

„Oddajcie czarne skrzynki, zabierzcie Tuska” – widniał (w języku rosyjskim) napis na transparencie kibiców Legii, który tak bardzo nie spodobał się rosyjskim celnikom, że postanowili nie wpuścić ich do swojego kraju. Ponoć poszło o urażoną dumę narodową. Wkurzyli się, że bezczelne Polaczki oferują im tak mało wartościowy przedmiot transakcji handlowej” – inteligentnie ironizuje Piotr Lisiewicz.” – [31/08/2011, Lisiewicz wielokrotnie relacjonował całą akcję z zatrzymania polskich kibiców na granicy, aby nie mogli w Moskwie pokazać transparentu z żądaniem czarnych skrzynek z katastrofy smoleńskiej].

 

Transparenty z napisami krytykującymi rząd pojawiają się na meczach, za co kibiców spotykają różne szykany ze strony służb rządowych, ale oni wytrwale wyszukują nowe sposoby na publiczne wyrażenie swojego obywatelskiego „świętego prawa głosu.