A A A

Panie Miller komu ten raport…

Grace Wood

WSWO                          05/08/2011

 

„Komu ten raport potrzebny panie Miller i na czyje zapotrzebowanie angażuje pan ludzi, tzw. ekspertów od analizowania rosyjskich papierów? Oni za darmo zapewne z panem nad tymi papierami nie przesiadywali?” [Pyta w liście do WSWO korespondent]

 

W sejmie RP 03/08/2011 odbyła się debata nad tzw. raportem Millera, który można określić zbiorem pustosłowia, ponieważ sam minister Miller w odpowiedzi posłom stwierdza:

że chodziło o analizę rosyjskich dokumentów i zaproponowanie im zweryfikowania niektórych zapisów. „Chodzi nam aby wypracować trafną analizę…” – mówi. Analizę czego panie Miller? Analizę rosyjskich dokumentów MAK bez dostępu do dowodów może sobie pan analizować zapewne przez pięćdziesiąt lat na takiej samej zasadzie, jak my Polacy analizujemy ludobójstwo katyńskie, bo dowody tej stalinowskiej zbrodni leżą w Moskwie, tak samo jak dowody katastrofy nad Smoleńskiem.

 

„Złożyliśmy Rosjanom ofertę (…).” Tymi słowami kolejny raz kpi pan z nas – Polaków, bo nie kto inny tylko pan podpisał porozumienia z Rosją na oddanie im dowodów rzeczowych w śledztwie na czas nieokreślony tj. do zakończenia rosyjskiego śledztwa łącznie z zakończeniem sądowych procesów odwoławczych. Wiemy, że Rosja to śledztwo wraz z sądowymi procedurami odwoławczymi będzie prowadzić choćby i sto lat, aby niczego nie wyjaśnić.

 

Dalej pan bredzi „Uważam że Rosjanie podejmą z nami rozmowy (…), cieszy mnie odpowiedź Morozowa…”, Takie stwierdzenia są kpiną obliczoną na naiwność wyborców, aby jeszcze trochę w nadziei poczekali – do wyborów panie ministrze Miller?

 

Podczas debaty padały pytania posłów opozycji, dlaczego pan podpisał zgodę na pozostawienie wszystkich dowodów w śledztwie Rosjanom:

- wraku samolotu,

- czarnych skrzynek,

- rzeczy osobistych ofiar (ich telefonów, komputerów i in.)

- gdzie są dokumenty z badań tych rzeczy (ubrań, kamizelek kuloodpornych borowców i in.),

- gdzie dokumenty badania miejsca katastrofy,

- gdzie zapisy nagrań z rosyjskiej wieży kontrolnej (najpierw słyszeliśmy, że zacięła się taśma i nie ma wszystkiego, a w końcowym raporcie MAK napisano, że nic się nie nagrało),

- ile jeszcze tych sprzecznych i ciągle zmienianych wersji będzie,

- dlaczego dopiero teraz uznaje pan, że był to jednak lot wojskowy, a nie cywilny (wcześniej cywilny lot był dla was warunkiem przyjęcia załącznika 13 do Konwencji Czikagowskiej),

- dlaczego do tej pory blokujecie żądania sekcji zwłok stawiane przez rodziny ofiar, choć w rosyjskich dokumentach sekcyjnych rodziny znajdują nonsensy jak opis organu, który wcześniej operacyjnie został usunięty,

- dlaczego po katastrofie urzędnicy odpowiadający za zabezpieczenie ochrony delegacji z prezydentem kraju na pokładzie dostali odznaczenia i awanse?

 

Padały też pytania dlaczego w tym raporcie brakuje odniesienia do tych kwestii i do innych bardzo ważnych z punktu prowadzonego śledztwa takich jak:

- pominięcie przesłuchać kilku osób znajdujących się w rosyjskiej wieży kontrolnej (kto to był i w jakim charakterze,

- pominięcie nagrań z rozmów między wieżą kontrolną a Moskwą (co miało miejsce w ostatnich minutach lotu.

W  odpowiedzi usłyszeliśmy absurd nad absurdami – że funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu nie musieli sprawdzać lotniska wcześniej, ani być na lotnisku, przed przylotem samolotu, bo w ustawie nie ma takiego zapisu. W ustawie jest napisane, że BOR ma zabezpieczyć ochronę fizyczną, gdyby ktoś chciał fizycznie zaatakować, to BOR ma obowiązek napastnika wyeliminować. Panie Miller czy pan ma nas za durniów – [pyta w liście do naszej redakcji korespondent] – choćby nasza wiedza miała się ograniczać do oglądania amerykańskich filmów, to wiemy jak powinna wyglądać ochrona pierwszej osoby w państwie podczas wyprawy samolotem do obcego państwa.

 

Antoni Macierewicz – szef Zespołu Parlamentarnego badającego katastrofę skomentował ten rzekomy raport ministra: to powielenie raportu Tatiany Anodiny z uzasadnieniem wersji, którą ona lansuje to znaczy: obarczenie pilotów winą za katastrofę, to wybielenie rosyjskiego raportu.

 

Były premier polskiego rządu – Jarosław Kaczyński, brat zabitego prezydenta powiedział: że niczego się nie spodziewał i już niczego nie oczekuje po obecnym rządzie i obecnym prezydencie, w wyjaśnieniu tej katastrofy. Katastrofy, w której zginęło więcej polskich generałów niż podczas II wojny światowej – dodał A. Macierewicz.

 

Rząd zamiast siebie zdymisjonował wojskowy pułk lotnictwa polskiego – o co chodzi?

 

Wizerunkowa gra polityczna ekipy rządzącej – mówią dziennikarze Gazety Polskiej w telewizyjnej rozmowie internetowej w dzień po ogłoszeniu raportu Millera i w dniu ogłoszenia likwidacji 36 Pułku Lotnictwa Wojskowego, na wyposażeniu którego  był Tu-154 rozbity nad Smoleńskiem.

 

W dniu rozwiązania (5/08/2011) pułku lotniczego prezydent Komorowski, wywodzący się z partii rządzącej ogłasza wybory parlamentarne. Pusty raport Millera, teatralne odejście ministra obrony narodowej i rozwiązanie pułku lotniczego ma przykryć gigantyczną kompromitację czteroletnich rządów kolegów liberałów na czele z premierem Tuskiem.

 

Konsekwencje tej nieodpowiedzialnej decyzji mogą okazać się boleśniejsze dla Polaków niż ostatnie wydarzenia na kolei, gdy z powodu gigantycznego bałaganu po ogłoszeniu nowego rozkładu jazdy wysyłano pasażerów na nieistniejące perony. Mogą być groźniejsze w skutkach niż chińskie kontrakty rządowe na budowę autostrad, za zerwanie których prawdopodobnie nigdy nie dostaniemy odszkodowań, ale dowiemy się o tym po wyborach.

 

Likwidacja 36 Pułku Lotnictwa Wojskowego to brak zabezpieczenia w nagłych sytuacjach zagrożenia państwa – mówią dziennikarze Gazety Polskiej w przywołanej wcześniej rozmowie telewizyjnej. Co może się zdarzyć kiedy zajdzie potrzeba natychmiastowego przewiezienia jakiejś szczepionki epidemiologicznej ratującej życie całej populacji – pytają. Co rząd wtedy zrobi, wymusi taką usługę na cywilnym lotnictwie państwowym?

 

Leszek Misiak i Grzegorz Wierzchołowski, to dziennikarze zajmujący się m.in. katastrofą smoleńską, w odpowiedzi na pytanie prowadzącego rozmowę: ile jeszcze usłyszymy krętactw premiera Tuska i jego ekipy w sprawie śledztwa smoleńskiego, ile jeszcze będzie pozornych działań, samousprawiedliwiania i obciążania winą innych np. pilotów – jednoznacznie odpowiadają. Obciążanie pilotów za katastrofę jest nieuprawnione, nie ma na to żadnych dowodów, żadnych ekspertyz. To oskarżenie jest też sprzeczne z oświadczeniem prokuratury, a nawet z zapisami raportu MAK. Minister Miller nie powołuje się na żaden z dowodów, bo nie ma do nich dostępu, a tych do których ma – nie uwzględnia. Zdjęcia satelitarne, ekspertyzy amerykańskich fachowców, którzy badali jeden z komputerów pokładowych produkcji amerykańskiej, nie zostały wykorzystane w raporcie ministra – mówią dziennikarze. Ten komputer zarejestrował ubezwładnienie samolotu na wysokości 15 m nad ziemią i ten fakt został w raporcie przemilczany.