A A A

Prezydencja Apokalipsą naznaczona

Grace Wood

WSWO 26/09/2011

 

Przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów w kraju sprawującym prezydencję UE w proteście przeciw rządowi tego kraju podpala się człowiek i wcale nie jest z opozycji tego rządu.


W trzy miesiące od rozpoczęcia Prezydencji w UE przed Kancelarią premiera Tuska samopodpalenia dokonał obywatel kraju, który tej prezydencji przewodzi. W ciężkim stanie przewieziono go do szpitala. Mężczyzna pozostawił na ławce  list, a w nim ujawnia nieprawidłowości w Ministerstwie Finansów i podkreśla, że urzędnicy resortu przymykali oczy na przekręty szefowej Urzędu Skarbowego, w którym wcześniej pracował. Ponadto z treści listu wynika także, że kompletem dokumentów w tej sprawie dysponuje minister od przeciwdziałania korupcji, którą o wszystkim poinformował zanim podjął ten desperacki krok.

 

Autor listu napisał też, że stracił zaufanie do państwa i nie wierzy już w sprawiedliwość. Określa siebie jako osobę, która była "gorącym zwolennikiem Platformy Obywatelskiej" tj. opcji rządzącej, ale teraz czuje się zawiedziony i rozczarowany rządami tej partii.

 

W tym miejscu pamięć przywołuje podobny desperacki akt innego Polaka – Ryszarda Siwca, który w 1968 roku podczas ogólnokrajowych dożynek na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie dokonał samospalenia. Był to protest przeciwko najazdowi wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Tamten Polak był żołnierzem Armii Krajowej, może cudem nie wywiezionym i nie rozstrzelanym w tył głowy w Katyniu. Polakiem, który wiedział co to znaczy wolna ojczyzna dla każdego człowieka. Dziś w wolnych Czechach ufundowano mu dwumetrowy obelisk wykonany z czarnego marmuru, przed siedzibą czeskiego Instytutu Badań Reżimów Totalitarnych w przeddzień 42. rocznicy inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację.

 

Na trzech ścianach monumentu widnieje napis w trzech językach - polskim, czeskim i angielskim: "Ryszard Siwiec - były żołnierz Armii Krajowej w akcie sprzeciwu wobec wkroczenia wojsk Układu Warszawskiego na terytorium Czechosłowacji dokonał samospalenia. W imię prawdy złożył najwyższą ofiarę".

 

W polskim Parlamencie w 2011 r. marszałek Grzegorz Schetyna na okoliczność rozpoczęcia polskiej prezydencji w UE wygłosił słowa: „Stoimy tu z podniesioną głową, dumni, że reprezentujemy cały kontynent, w którym prawa człowieka są źródłem władzy, a decyzje o przyszłości Wspólnoty są aktami parlamentarnej zgody - mówił marszałek Sejmu podczas zgromadzenia posłów i senatorów” – odnotowano na portalu Onet.pl w dniu rozpoczęcia polskiej prezydencji.

 

Szczególnie wybrzmiały tu słowa: „prawa człowieka są źródłem władzy…” Powtarzam za Onet.pl, nie będąc świadkiem relacji z uroczystości, ale sens i znaczenie tych słów są dla obecnych reprezentantów władzy w Polsce znamienne i zastanawiające. Władza nade wszystko, od początku sprawowania rządów przez ekipę „Platformy Obywatelskiej” Donalda Tuska zdaje się dominować i zmieniać sens prawd od dawna uznanych.

 

Polska prezydencja przypadła w czasie szczególnym i bez przesady przywołany jest w tytule znak Apokalipsy kładący się cieniem katastrofy smoleńskiej i bynajmniej nie chodzi o nasze narodowe skłonności do martyrologii. Chodzi o to samo co Czesi napisali na pomniku Siwca: „w imię prawdy…”, a ona tłumaczy się na wszystkie języki świata i znaczy to samo. Głosy milionów Polaków, wołające do tego rządu o prawdę zabrzmiały dobitnie na Krakowskim Przedmieściu w 2010 r., w czasie narodowych uroczystości pogrzebowych po katastrofie smoleńskiej i nie milkną. Obojętne co się w Polsce jeszcze wydarzy, mord polityczny na przedstawicielach opozycji, seryjne polityczne samobójstwa i kontrowersyjne umarzanie śledztw w tych sprawach, czy samospalenie przed siedzibą rządu – nad wszystkim unosi się cień haniebnego śledztwa katastrofy smoleńskiej. Śledztwa, które ten rząd oddał na pastwę Putinowi.

 

W czerwcu 2011 roku w czasie głównych uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny na Jasnej Górze ks. abp. Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński, wygłosił w homilii mocne słowa „Liczcie się z wolą Narodu” – powiedział. Ksiądz arcybiskup dokonał szerokiej diagnozy społecznej, odnosząc się do największych bolączek naszej Ojczyzny: braku odpowiedzialności rządzących, deprecjonowania szacunku dla życia dzieci poczętych, umniejszania znaczenia rodziny, nieposzanowania plonów ziemi i upomniał się m.in. o prawdę o katastrofie smoleńskiej, o godność żołnierza polskiego, o obronę tego, co polskie w Ojczyźnie. Wołał o przywrócenie prawdziwych znaczeń wartościom i o uczciwe prowadzenie polityki, bo nasze państwo musi służyć dobru Polski. Suwerenny Naród nie może być klientem ani petentem we własnym kraju, a instytucje państwowe powinny służyć nie jakiejś formie państwa, ale państwu według woli Narodu. Dobitnie brzmiały te słowa  i były odbierane z wielkim poruszeniem przez rzesze pielgrzymów, z których większość przybyła w pieszych pielgrzymkach z całej Polski. Czy państwo rzeczywiście zdało egzamin? – pytał wówczas duchowny, odnosząc się do tragedii z 10 kwietnia 2010 roku.

 

Podczas tej uroczystości Ksiądz abp Dzięga w homilii wskazywał też na ideały ludzi sierpniowej "Solidarności", które powinny przyświecać również dziś politykom rządzącym naszym krajem. To były prawdziwe zmagania o Ojczyznę, o państwo polskie. Nie chcieli przelewu krwi, chcieli pokoju dla Ojczyzny, ale pokoju nie za wszelką cenę, lecz wyrastającego ze społecznej sprawiedliwości, z szacunku do pracy i chleba, z troski o każdą rodzinę, z uznania potrzeby gospodarskiego myślenia o polskich zakładach pracy i o polskich rolnikach, z potrzeby normalnego, narodowego myślenia o polityce, w której podstawą jest ewangeliczna etyka "Solidarności" – a ona ma przecież wymiar ponadnarodowy. Cała uroczystość była w wymiarze szerszym niż nasze granice i szerzej wybrzmiała, gdyż Mszy św. przewodniczył nuncjusz apostolski w Polsce ks. abp Celestino Migliore.

 

Ten szeroki wymiar etyki abp. Andrzej Dzięga wskazywał poprzez naszą przynależność do Narodu Polskiego cieszącego się ponadtysiącletnią chrześcijańską tożsamością oraz wieloma duchowymi, politycznymi i gospodarczymi możliwościami.  Przestrzegał, że tak łatwo niektórym w Polsce krytykować wszystko, co polskie, a tak trudno bronić polskiej myśli, polskiej gospodarki i polskiej racji stanu. Niektórym łatwiej chwalić Niemców czy Rosjan niż samych Polaków – ubolewał, nawiązując do niedawnych wystąpień polityków partii rządzącej deprecjonujących bohaterską postawę mieszkańców stolicy w czasie Powstania Warszawskiego. Powstanie Warszawskie to nie była katastrofa narodowa, jak chcieliby niektórzy, to była katastrofa gier politycznych ówczesnego świata – podkreślał i mówił, że ratunkiem dla ludzkich serc i dusz jest cywilizacja miłości, której głosicielem był Jan Paweł II.

 

W kontekst naszych wydarzeń wpisuje się też pielgrzymka Papieża Benedykta XVI do ojczyzny i jego historyczne przemówienie przed niemieckim parlamentem. W tym obszernym przemówieniu papież podkreślił, że polityka musi być „staraniem się o sprawiedliwość”. Inaczej państwo może stać się „bardzo dobrze zorganizowaną bandą złoczyńców”, jak to miało miejsce w historii Niemiec. W ten sposób Ojciec Św. zwraca baczną uwagę na służebną misję władzy wobec narodu.

 

Odpowiedź przewodniczącego Bundestagu Norberta Lammerta bynajmniej nie kłóci się z tym czego w Polsce oczekują protestujący przeciw poczynaniom rządu Donalda Tuska. Lammert zwrócił uwagę, że "ochrona etycznych zasad w obliczu rynków i władz oraz pielęgnowanie wspólnych wartości i przekonań jest wielkim wyzwaniem również dla współczesnych społeczeństw jeśli nie chcą one zagrozić swojej wewnętrznej spójności”.

 

Wszystko to dzieje się na naszych oczach, ale jest dostępne tylko dla wnikliwego i dociekliwego obserwatora, bo nasze mainstreamowe media, traktując nas jak bezwolną masę bezmyślnych oglądaczy „gołych tyłków” pseudo artystów, sprytnie przykrywają lub pomijają sedno istotnych wydarzeń zarówno w Polsce jak i na świecie.