A A A

Upadek nowego imperializmu

 

Tomasz Sakiewicz

Gazeta Polska Nr 46; 16/11/2011

 

Jest coś, co łączy polskie wydarzenia z 11 listopada z kryzysem Unii Europejskiej. Kończy się eksperyment z eliminacją narodów jako podmiotów Europy. Taki eksperyment co pewien czas przeprowadzają kolejne imperia i rewolucyjne ruchy. Jedni pragną wygasić narodowe aspiracje, by łatwiej nad narodami panować, inni chcą wprowadzać swoje internacjonalistyczne pomysły – inżynierię społeczną, którą istnienie silnych narodów powstrzymuje. Związek Sowiecki był połączeniem obydwu nurtów: rosyjskiego imperializmu z komunistycznym internacjonalizmem. Wygrał ostatecznie nacjonalistyczny imperializm, co doprowadziło do konfliktu z komunistycznymi Chinami, w których też dominowało imperialne patrzenie na świat. Ostatnim, niezwykłym pomysłem wygaszania idei narodowej i zastępowania jej nowym, pojemniejszym projektem była Unia Europejska. Próbowano stworzyć wspólne państwo i wspólny naród. Budowa nowego patriotyzmu nie wyszła. Każdy naród UE, godząc się na paneuropejskie slogany, walczył twardo o swoje interesy, doprowadzając Unię do skraju bankructwa. Nie ma już mowy o europejskim patriotyzmie. Powoli zaczynamy się żegnać ze wspólnym pieniądzem. Wkrótce skarleje projekt wspólnego państwa. Pewnie jakieś instytucje unijne ocaleją, ale bez reform ich rola będzie mniejsza niż bezpośrednich porozumień międzypaństwowych. Piszę to zarówno z pewną nadzieją, jak i ogromną obawą. Unia w obecnej formie jest mieszanką patologii i dobrobytu, socjalnego i prawnego bezpieczeństwa z ogromnym upadkiem moralnym i tragiczną bezproduktywnością. Dała się wykorzystać najsilniejszym państwom kosztem państw słabszych. To oczywiście wśród większości członków UE rodzi coraz silniejszą chęć odbudowy własnej myśli narodowej. Jest kwestią czasu eksplozja tych aspiracji. Pewnym, choć bardzo wykrzywionym zderzeniem tych dążeń były wydarzenia z 11 listopada. Narodowe hasła stały się bardziej atrakcyjne niż internacjonalistyczne kolorowe ruchy. Nie pomógł przyjazd niemieckich bojówek ani prowokacyjne decyzje władz miasta. Mało znane nacjonalistyczne organizacje przyciągnęły dziesięć razy więcej osób niż wspierane przez media ruchy „postępu”. Nastroje społeczne przesuwają się mocno na prawo i mocno na lewo. Prawa strona wydaje się mieć nieporównywalnie większe zaplecze. Czemu więc kolejne wybory wygrywa Platforma Obywatelska? Ponieważ PiS znów szukał swojego elektoratu w środku. Jaka jest dzisiaj pojemność owego mitycznego środka? Mniej więcej obrazuje ją wynik PJN. Wiele wskazuje na to, że ci, którzy nie poszli głosować, wcale nie byli umiarkowani, tylko dużo bardziej radykalni niż PiS-owska baza. To bardzo dobra i trochę niedobra wiadomość dla PiS-u. Dobra, bo to znaczy, że istnieje jednak wielomilionowy elektorat ponad tradycyjną bazę. Niedobra, bo do tej pory PiS-owi nie udało się znacznej części tego elektoratu zmobilizować. W ostatnich dniach mądrym posunięciem było zdecydowane przypomnienie sprawy Smoleńska i ostra reakcja na najazd bojówek z Niemiec. Jest pewna niezwykła cecha „śpiącego” elektoratu prawicy. Wbrew medialnej propagandzie, w większości jest on tolerancyjny dla innych narodów. Jednak gwałtownie się budzi, gdy ktoś nadepnie mu na odcisk. Przez Smoleńsk miliony Polaków wkurzyły się na rosyjski imperializm, najazd niemieckich lewaków uszczypnął narodową dumę. Jeżeli PO dalej będzie w takich sprawach chowała głowę w piasek albo jedną ręką wspierała drugą stronę, nastroje „śpiących” szybko pójdą w kierunku PiS-u. Partia Kaczyńskiego nie może tego trendu zlekceważyć. Jednocześnie musi propagować patriotyzm w tak nowoczesnych formach, by jego tradycyjny elektorat czuł, że podąża w dużej, silnej fali. Europa się zmienia, zmieni się i Polska. Pytanie tylko, kto będzie liderem owych zmian? Z całą pewnością ten, kto powie Polakom, jak dobrze jest czuć się we własnym kraju.